poniedziałek, 18 marca 2019

Trochę mnie nie było...

Tam trochę, długo mnie nie było, ale przysięgam, że niechcący. Ale powracam, z nowymi nowinkami, bo trochę się wydarzyło.

1. Obejrzałam "Kapitan Marvel". Polecam. Niedługo dodam dłuższą notkę na ten temat.

2. Do premiery drugiego sezonu "Instinct" CBS coraz bliżej :).

3. Dodali pełen zwiastun "Aladyna".

Okej, ja wiem, ludzie mają mieszane uczucia co do remaków klasyków Disneya. Ale ten zwiastun nie wygląda tak źle. Było parę fajnych dodatków i zmian w historii, a wizja Jago zmienionego w potwora jest... wow. Ale jeśli nie pokażą Jafara zmieniającego się w giga kobrę, to wychodzę z kina.

4. Drugi sezon Sabriny ma już zwiastun:

Muszę dokończyć oglądanie pierwszego.

5. Muszę w końcu dokończyć czytanie książki, żeby w spokoju obejrzeć TEN serial:


Na razie to chyba wszystko. Wiem, nie powala jakością, ale się odkuję.

niedziela, 25 listopada 2018

Grindewald- obsada alternatywna

Nie, jeszcze nie byłam na drugiej części Fantastycznych Zwierząt. A ci co już widzieli, niech mi nic nie mówią, sama obejrzę i sama wydam werdykt. Ale nawet ja mam mieszane uczucia co do zatrudnienia Johnny'ego Deppa jako głównego złego. Z wielu powodów, ale jednym z najważniejszych jest fakt, że facet się zwyczajnie wypalił. To widać i czuć, gdy ogląda się jego nowe filmy. No ale się stało, gra Grindewalda i próba zmienienia go na kogoś innego, na tym etapie, nie jest już możliwa. Ale co nam szkodzi pomarzyć?
Zastanawiałam się ostatnio kto mógłby grać Grindewalda, zamiast Deppa i do głowy przyszły mi trzy nazwiska. Uwaga, to tylko moje sugestie jako fanki, nie wiem czy ci aktorzy w ogóle byliby zainteresowani tą rolą, czy zagraniem w filmie z Potterverse.

  1. Tilda Swinton- jedna z moich ulubionych aktorek, już kiedyś grała postać męską (co by nie mówić o starym Constantinie z Keanu Reevsem, Gabriel był świetny). Poza tym wizualnie pasuje do designu stworzonego dla Grindewalda.
  2. Mads Mikkelsen- ma doświadczenie w graniu psychopatów. Po prostu. Jego kreacja jako Le Chiffre była genialna.
  3. Willem Dafoe- najlepszy typ, w mojej skromnej opinii. Facet wchodzi, szczerzy się jak to on potrafi i nie ma ch... we wsi, bo wszyscy pouciekali. Jako dziecko bałam się dwóch-trzech pierwszych scen z Zielonych Goblinem (kiedy Norman wstrzykuje sobie te sterydy, kiedy zabija wojskowych na poligonie i kiedy Norman po raz pierwszy rozmawia z Goblinem w lustrze) i wierzę, że gdyby dostał tę rolę, straszyłby kolejne pokolenie małych Janek.

P.S.
Niedawno na swój profil na Wattpad (link wśród innych, z boku strony) wrzuciłam fanfika o Once Upon a Time. Jeśli ktoś jest zainteresowany, zapraszam.

czwartek, 22 listopada 2018

Obejrzałam Transformers Prime siedem lat po premierze

Kiedy w 2011 pojawił się serial Transformers Prime, z bratem byliśmy wniebowzięci. Co poniedziałek szturmowaliśmy kanapę i z wypiekami na twarzach oglądaliśmy kolejne przygody Autobotów i Deceptikonów. Ze zdumieniem stwierdziliśmy, że "Kony" są tu o wiele ciekawsze niż Autoboty, ale i tak bezkrytycznie oglądaliśmy kolejne odcinki, aż do ostatniego starcia.

Od niedawna mam Netflixa i zauważyłam, że w ofercie mają TF:P. Tylko pierwszy sezon, ale zawsze, więc zaczęłam oglądać. By sprawdzić jak to przyjmę jako dorosła.

To nie będzie esej, jak z Jafarem. Nie da się. Za to podam listę rzeczy, które były dla mnie jak zderzenie z paletą cegieł. Tak właściwie sprawiły, że stałam się praktycznie antyfanką.
  1. Autoboty są postaciami nudnymi jak flaki z olejem. Chociaż nie, flaki z olejem i schnąca farba są nieco bardziej pasjonujące.
  2. Flegmatyczny Optimus Prime to nie jest coś, co się przyjemnie ogląda. Nie mnie i nie teraz.
  3. Okej, Ratchet broni się sarkastycznymi uwagami, a Arcee ma ciekawe backstory i rywalizację z Airachnid, ale no do diabła.
  4. Wheeljack też dawał radę, ale trochę przypominał mi kolesi z drużyny A: fajnie się ogląda ich ekscesy, ale w realnym świecie to by się skończyło sądem wojennym.
  5. Miko i Jack są postaciami niedopracowanymi (Jack jest kartonowy i prawie że dosłownie szary, a Miko jest... no za bardzo. I jej gra na gitarze woła o pomstę do nieba, to zwykły łomot. A mówimy o metalowych kawałkach).
  6. Optimus często stwierdza oczywistość. W praktycznie każdym, cholera, odcinku. Ja wiem, jesteś najmądrzejszym z Autobotów, ale uspokój się, gościu!
  7. Sceny walki to momentami kpina. Mają broń długą, a biegną na łeb na szyję przed siebie, wyciągają ostrza, a strzelać zaczynają, gdy dzieli ich od siebie jakieś pięć metrów. I mówię o obu stronach konfliktu. O co chodzi, to jakaś etyka walki? I WSZYSCY się do niej stosują?!
  8. Nie tylko "ci źli" brali lekcje strzelania od szturmowców Imperium. Tutaj wszyscy są chujowymi strzelcami, a mówię o likwidacji celów oddalonych o dosłownie kilka metrów. Aż strach się bać ich snajperów ;)
  9. Fanatyzm po obu stronach jest całkiem powszechny. Ja nie żartuję.
  10. Monologi. Takie długie. Na dodatek niektóre brzmią jak z gier komputerowych. Wiecie, naparzacie się z głównym bossem i gdy koleś utraci jedną trzecią życia, ryczy z bólu i rzuca jakimś tekstem.
  11. Okej, plus za przedstawienie walki bezpośredniej między giga robotami z perspektywy nie tylko cywili, ale i dzieci.
  12. I za kilka scen kwalifikujących się do kategorii "Nightmare Fuel".
  13. Za każdym razem, gdy Megatron i Optimus rozmawiali ze sobą, zaczynałam się drzeć "Pocałujcie się, do wuja wafla!". Ich interakcje wyglądają jak te związki z "Hate Sex". To samo, gdy Megatron mówi o Optimusie. Optimus ma mniej takich momentów.
  14. Mam wrażenie, że Autoboty to spece od manipulacji emocjonalnej. Na początku, Jack chce odejść, i ja go rozumiem, choć lubię fantazjować o byciu superbohaterką, albo władczynią świata (no co?), to fantazje są bezpieczne. Ale potem przyłazi do niego Arcee z monologiem. I dwudziestoletnia ja zaczęła się drzeć "Szantaż emocjonalny!".
  15. Epizodyczna wszechwiedza też tu występuje. Głównie u Optimusa.
  16. Megatron to klasyczny "Stałem się tym z czym walczyłem". Na początku był górnikiem i gladiatorem, który walczył z rządem, by znieść system kastowy na Cybertronie. Teraz Deceptikony są grupą działającą na zasadzie systemu kastowego, a na dodatek są rasistami, uważają ludzi (a nawet niektórych przedstawicieli swojego gatunku) za stworzenia podrzędne. Nie to co Autoboty, które na Ziemi sprzymierzyły się z rządem USA, który jest bardzo tole... oh, wait.
  17. Jak na wielkich kosmitów z odległej galaktyki, Deceptikony są zdumiewająco ludzkie. Autoboty są po prostu... zbyt idealne.
  18. Design postaci wymiata. Ale tylko w przypadku Deceptów. U Autobotów nowości nie stwierdzono.
I to wszystko co. Wiem, że pewne rzeczy dało się opisać krócej, ale ja za bardzo lubię gadać. Może zrobię jeszcze notkę tylko o Deceptach. Jeśli jesteście zainteresowani :)

P.S.
Ta notka jest także dostępna na moim innym blogu mydarkfanstories.blox.pl

wtorek, 3 lipca 2018

Ogłoszenie z gatunku autoreklama (można zignorować)

Pamiętacie tę analizę/to paskudztwo, którą/e popełniłam z koleżanką? Otóż, otrzymałyśmy od Szyszki kilka porad, poszatkowałyśmy paskudztwo na części i przeniosłyśmy na innego bloga, żeby się wygodniej czytało.
Adres to: https://paskudztwazmoczarow.blogspot.com/. Wchodźcie, komentujcie, hejtujcie, generalnie róbta co chceta. I możecie nam podsyłać linki do łobrzydlistw literackich. Tylko nie terroryzujcie komentarzami w stylu "Kiedy kolejna notka". Jak będzie, to będzie, my mamy swoje tempo.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Śmiać się czy płakać?

Kiedyś, (trzy) lata temu napisałam fanfiction o Strażnikach Marzeń pt. "Wierzę w Ciebie" (dodaję link, ale ostrzegam, to jest niezły shit). W międzyczasie zdałam maturę, poszłam na filmoznawstwo i jeszcze mnie z tego kierunku nie wyrzucili. Kilka miesięcy temu, moja skrzynka pocztowa sprzężona z kontem na Wattpad dała mi cynk, że ktoś rzuca gwiazdkami. Patrzę. Faktycznie. Jakaś dzielna użytkowniczka wytrwale brnęła przez mój "tfur" i przy każdym rozdziale dawała gwiazdkę. Pomyślałam sobie: czyli ktoś to ciągle czyta. Spoko. Jak lubią, to niech czytają.
Tylko, że niedawno przeczytałam cudowną notkę pt. "Najbardziej Przypałowe Guilty Pleasures". Wpierw się śmiałam, bo nagle poczułam się lepiej z samą sobą i świadomością, że jednak są normalni ludzie w internetach. A potem skrzynka pocztowa znów dała mi cynk, że kolejna użytkowniczka Wattpada brnie i daje gwiazdki. I śmiać się przestałam.
Siedzę, patrzę jak ta dziewczyna nabija mi gwiazdki w rozdziałach i myślę sobie, że powinni mnie wpisać na listę przypałowych Guilty Pleasures. Bo innego wytłumaczenia, dlaczego ktoś miałby czytać ten babol fanowski, nie mam.

czwartek, 28 czerwca 2018

Groza literacka ("Poczekajka"- Katarzyna Michalak)

UWAGA! Rzeczony wpis zawiera słowa powszechnie uważane za wulgarne, oraz opisy scen znęcania się nad zwierzętami i skrajnego masochizmu. Czujcie się ostrzeżeni.

O istnieniu autorKasi dowiedziałam się przez przypadek, eksplorując stare wpisy na blogu Kasi Babis (znanej także jako Kiciputek; adres umieściłam w zakładkach). Pani Babis opisała pewną nieprzyjemną historię związaną z pogwałceniem praw autorskich w jaką wplątała się autorKasia.
Nie zamierzam grać świętej; sama mam konto na DeviantArt (ba, na Tumblerze też!) i czasem to co mi się spodoba zapiszę na twardym dysku mojego komputera. Ale wyłącznie jako inspirację. Nie publikuję tego, nie wmawiam nikomu, że to moje. Jeśli już, staram się dodawać linki. Przyznaję, zdarzało się (więcej niż raz), że linka nie dałam.
Ale to co "odstawiła" pani autorKasia to po prostu nie mieści się w głowie. Ja jestem, kurwa, blogerką i grafomanką, która pisze co jej ślina na język przyniesie pod pseudonimem. Nikt mi za to nie płaci, nic na tym blogu nie zarabiam, nic nie wydaję na papierze. Ale pani Michalak jest osobą publiczną, wydawaną przez Znak i Wydawnictwo Literackie (jak do tego doszło? Nie mam pojęcia. Królowa Matka podejrzewa, że to jakiś eksperyment, możliwe, że międzynarodowy). Powinna sobie zdawać sprawę, że jej grożą za to o wiele większe konsekwencje niż całej rzeszy domorosłych pisarek, które publikują w internecie anonimowo.
No, ale wracając do tematu. Krążąc po sieci natrafiłam na różne analizatornie, które dowiodły jasno: książki autorKasi to ZŁOOOO... A mój mózg nadal nie wierzył. Nie mógł pojąć, że coś tak kiepskiego pojawiło się na półkach i top liście Empiku. I nie zadowalały go fragmenty rozdziałów, on pożądał całości. W końcu uległam i położyłam łapy na pierwszej lepszej pozycji. Na "Poczekajce".
Królowa Matka napisała świetną recenzję (część 1, 2 i 3) więc pozwolę sobie tylko dorzucić swoje trzy grosze.
Główna hmm, bohaterka tegoż "dzieła" ma na imię Patrycja i jest lekarzem weterynarii. I w godzinach pracy oddaje się czytaniu periodyku "Wiedźma Polska" (coś we mnie umarło jak to przeczytałam). Pewnego razu wybiera się na sabat i tam ma wizję żółtego domku (rudery), w której ma spotkać swojego księcia z bajki. Dorosła kobieta wierzy w książęta w lśniącej zbroi. Musiałam się poddusić poduszką, bo tylko pozbawiony tlenu mój mózg zgodził się łaskawie przetworzyć ten fakt. Tak postrzelona to nawet ja nie jestem, no sorry.
Ruderę Patrysia znajduje metodą wahadełkową i od razu postanawia się tam wprowadzić i poczekać na księcia. Tymczasem jej mamusia, zimna sukowata pani mecenas w TK, postanawia podstępem ściągnąć ją z powrotem do Warszawy (twierdzi przy tym, że jej córka jest "nieprzystosowana". W czymś się zgadzamy.) i w tym celu zatrudnia Łukasza, żeby Patrycję uwiódł i złamał jej serce. I tu plan pani mecenas i Łukaszka idzie w łeb, bo na horyzoncie pojawia się piękny Holenderrrrr, pisarz, hodowca koni i właściciel wiatraka. I nie potrzeba Sherlocka Holmesa żeby zgadnąć w kim się Patrysia zakocha.
Pomijając fakt, że książka jest nudna jak flaki z olejem, a główna postać kobieca jest chyba po zabiegu lobotomii, to sposób w jaki autorka (ponoć po weterynarii) opisała jak Patrycja leczy zwierzęta budzi grozę. Serio, aktywiści wspierający prawa zwierząt i profesjonalni weterynarze powinni chociaż zorganizować jakiś protest pod domem Michalak. Na kartach powieści "Pani Doktor" posłała na tamten świat najcenniejsze gatunki jakimi dysponowało zatrudniające ją zoo. Tekst "Ten biały wąż... to był ginący gatunek. [...] Ale pani była cenniejsza" był tak od czapy i tak obrażał inteligencję czytelnika, że zwykłe podduszanie jaśkiem nie wystarczyło i musiałam zaaplikować sobie zimne bicze wodne (słyszałam, że według pani Michalak to świetna metoda na uspokojenie kogoś agresywnego).
Droga AutorKasiu, gdybym była dyrektorem zoo i trafiła by mi się taka Patrycja Anaela, skończyło by się pozwem. Pozwałabym tę kretynkę za znęcanie się nad powierzonymi jej zwierzętami.
Okej, gdy natrafiłam na fragment, w którym wspomniano "Zagubionych" trochę się uśmiechnęłam (potem się dowiedziałam, że wyglądałam jak ludzie występujący w teledysku "Black Hole Sun" zespołu Soundgarden, ale to detal). Otóż w tej scenie Patrysia postawiła diagnozę (po swojemu, a jakże), że chory lemur musi dostawać zastrzyk dziennie aż mu choroba przejdzie. Jej pomocnik krzywi się straszliwie, a herołina stwierdza, że owszem, brzmi gorzej niż odcinek "Zagubionych", ale trzeba to zrobić. Pozwolę sobie to stwierdzenie rozszerzyć: "Cała ta ciepła historia o uczuciach, z gwałtem, próbą gwałtu i wyjątkową głupotą głównej bohaterki, brzmi gorzej niż dowolny odcinek piątego sezonu Zagubionych". (piąty sezon wydawał mi się najbardziej wydumany i niepotrzebnie skomplikowany. Potem już machnęłam ręką i szósty sezon oglądałam na zasadzie "A kij z tym, niech się dzieje co chce". Ale serio, cały piąty sezon "Lostów" wydaje się lepszy niż "Poczekajka").